środa, 11 marca 2009

Richard Dawkins

.

16 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Każdy ma takiego Boga, do jakiego dojrzał;)
http://www.youtube.com/watch?v=El7nz28ylPo

Jaguś

Anonimowy pisze...

Owszem, owszem. I pisze nieźle i gawędzi doskonale. Pełen wdzięku acz ostry jak żyleta fanatyk niewiary i teorii ewolucji. Taki miły teoretyk.;)
A może jakiś „pewnik Dawkinsa” mógłby już teorię Darwina na jakie „PRAWO ewolucji” przemianować? Czy jeszcze trzeba poczekać na postępy czynione przez naukę?

Przykro mi, ale nie dałam się zmanipulować, choć ekstra gawędzi, a i na uczuciach gra jak prawdziwy artysta. Tak więc wykład, choć interesujący, na świadomości mi się nie odbił. Nawet czkawką.;)
Resztę pomijam milczeniem, bo komentarz byłby dłuższy od notki.;)
No może tylko spytam nieśmiało:
A Waść pozbył się już wirusa wiary i jakie straszliwe dziedzictwo nad Nim już nie ciąży?

viP

Administrator: pisze...

Ja dzięki książkom Dawkinsowi nauczyłem się rozgraniczać religię od wiary. Bez poczucia winy związanej z rodzinnymi naleciałościami wierzeniowymi.
Ale od zawsze przerażał mnie fakt, ile zła można ludziom wyrządzić w imię tak zwanej świętej wiary.

Anonimowy pisze...

Nie lubię spontanicznych niby reakcji publiczności, które spontanicznie niby rozbrzmiewają wtedy akurat, gdy się pokaże tabliczkę a napisem "aplauz", lub mniej prostacko - zawiesi się głos, spojrzy w lewo lub w prawo, czy też potrze nos lub ucho i zmieni slajd;)
Co do treści wypowiedzi - jakoś nie wstrząsnęła moim światopoglądem, może dlatego, że nie znalazłam w niej nic odkrywczego, nowatorskiego?
Po obejrzeniu tego widowiska (bo za wykład tego nie uważam) nie zapamiętam prof. Dawkinsa jako naukowca, raczej jako showmana lansującego "jedynie słuszną ideę" antyteizmu.

W sumie to jego problem, nie mój.
Ja tam sobie spokojnie pójdę na spacer do lasu, na pola i na łąki, a jak po powrocie jeszcze nie będę pogodzona ze sobą i światem, to poczytam jakiś czat, albo np. "Propozycję powszechnej deklaracji etyki globalnej" Swidlera.
Bo każdy ma takiego Boga, do jakiego dojrzał i każdy innego "diabła" musi z siebie wypędzić;)


Jaguś

Administrator: pisze...

Jaguś, a czytałaś jego "Samolubny gen", albo "Fenotyp rozszerzony"? Bo ja po lekturze obu nie ośmieliłbym się uważać Dawkinsa wyłącznie za "showmana". Raczej racjonalnie myślącego naukowca ze śmiałymi hipotezami.

Być może nie dojrzałem jeszcze do boga Kaczmarskiego. Jakiś taki on za bardzo estradowy, żeby nie powiedzieć gorzej.;)

Anonimowy pisze...

Nie czytałam Dawkinsa, Bergu, jakoś nigdy mi się nie zachciało.
Żeby mnie zachęcić do tej lektury - proszę, napisz mi, co prof. Dawkins pisał np o samolubnych genach w kontekście wirusów?
Bo może twórcy fantastyki naukowej mieli więcej do powiedzenia?;)

Jaguś

Anonimowy pisze...

Zdrowego klina mi zabiłeś tym nauczeniem się od Dawkinsa rozgraniczania religii od wiary. Bo ja, gdy go czytam i słucham odnoszę wrażenie, że to właśnie jemu samemu owo rozgraniczanie sprawia czasami trudność.;)

Fakt zła czynionego w imię świętej wiary jest bezsprzeczny i przerażający. Ale to oczywiście nie oznacza, że uwierzę Dawkinsowi, iż tylko powszechna ateizacja jest dla ludzkości ratunkiem. W odróżnieniu od niego wiem, że bez imienia Boga na ustach można komuś zgotować łagry czy Katyń. (Przepraszam, może on też wie, a tylko zapomina.);)

Dawkins, Proszę Pana, robi na mnie wrażenie fanatyka niewiary. I nie odkrył przede mną żadnej prawdy, której wcześniej nie przerabiałam. I w samotności i w szerszym gronie dyskutantów.
I choć cenię i jego intelekt i wiedzę, którą tak ślicznie manipuluje i dar gawędzenia wreszcie, to rozwala mnie na wejściu próbą szukania dowodów na to, w co ja tylko i wyłącznie wierzę. Wierzę, bo nie ma na to żadnego dowodu. Gdyby był, nie mówiłabym - wierzę.
viP

Anonimowy pisze...

Wersyfikacja dla mnie zgrzyta (ale na poezji się nie znam), weryfikacja jest dla mnie ok.
Pozdrawiam Vipciu:)

Jaguś

Administrator: pisze...

Dawkins, sądzę, nie pragnie powszechnej ateizacji świata. On tylko pyta, czy narzucanie dzieciom religii ojców (matek), jest słuszne. Czy człowiek nie powinien zgodnie z własnym sumieniem wybrać takiej religii, albo wiary, która mu odpowiada. Lub z wiary w boga w ogóle zrezygnować. Bez presji. To rozsądne postawienie sprawy jak sądzę.
Bo podobno wiara to sprawa osobista każdego człowieka. Czyż nie?

Anonimowy pisze...

Nie jestem w stanie poszukać teraz właściwych cytatów, ale wydaje mi się, że często i chętnie wraca do takiej właśnie wizji świata. I w książkach i w wykładach czy wywiadach, które praktycznie są książek tych kopiami.;)
I wyczuwam w nim niestety nie tylko presję, ale i intelektualną nieuczciwość.

A wiara? Wiara jest z całą pewnością osobistą sprawą każdego. Powiedziałabym, że to taki samotny, wykalkulowany skok w ciemność. Skaczesz lub nie i tu nie ma znaczenia czym zostałeś w dzieciństwie nafaszerowany. To już jest decyzja dorosłego człowieka. Ale chyba Dawkins nie jest o tym do końca przekonany. On chciałby przekonać ludzkość, by udała się w jego ciemność.;)
Bo chyba to robi. Czyż nie?
viP

Jaguś, też Cię pozdrawiam.:)

Administrator: pisze...

Musiałabyś jednak udowodnić mi tę intelektualną nieuczciwość Dawkinsa jakimś cytatem, bo inaczej to puste słowo wipciu.
Oczywiście, że wykłady są kopiami książek, zwłaszcza jednej "Bóg urojony". Czytałaś? Rzecz polega na tym, że Ty masz wybór, możesz tezy Dawkinsa przyjąć, lub nie. Dziecko religijnego radykała raczej nie ma takiego wyboru. I na to głównie zwraca uwagę Dawkins. I ja się z nim zgadzam. Może dlatego, że mnie wizja świata ateistycznego wcale nie przeraża. Przerażają mnie natomiast wysadzający autobusy z niewiernymi głęboko wierzący.

Anonimowy pisze...

A dlaczego bym musiała, Panie Berg? To rzeczywiście tylko takie puste słowo, takie stwierdzonko-wytrych, które pożyczyłam sobie od samego Dawkinsa. Że złośliwie bez „...” – przyznaję bez bicia.:)
Pamiętasz godzenie jakich to sprzeczności nazywa Dawkins taką nieuczciwością intelektualną? Czytałeś? Przyjmujesz bez dowodu ten dogmat jego wiary?;) /wybacz lekkie syczenie/
Dla mnie intelektualnie nieuczciwa jest sama "strategia" Dawkinsa. Wykorzystuje bowiem wiedzę, naukę, intelekt do grania na ludzkiej psychice. A to w celu wzbudzenia przerażenia właśnie. Robi to ładnie. Chciałby zapewnić swym radykalnym! (tak, tak) poglądom i „zdolność przetrwania” i „zaraźliwość” najzacieklejszego wirusa. Bo chyba ten przedziwny mem boski zdrowo go nakręca. ;)
Może by raczej nie szukać źródła zła w owej spuściźnie wiary w bóstwa przeróżne, a raczej przed radykalizmem przestrzegać? I to nie tylko radykalizmem wiary w coś, ale radykalizmem wszelakich poglądów? I to każde dziecko. I ochrzczone i obrzezane i w teorii ewolucji biegłe już w beciku. Urodzone z afro na głowie, łyse, czy w turbanie.
No i upierać się będę przy tym, że dziecko (wychowywane w najprzeróżniejszych wiarach, poglądach czy też całkiem bez) samodzielnie i już jako osoba myśląca, dokonuje wszelakich wyborów odnośnie tego w co wierzyć będzie, a w co już niekoniecznie. A że młodość ma to do siebie, że najpierw, by móc już żyć życiem własnym i pełnym;) zaczynamy obalać wszystko, co nam od dziecka wciskano, to nawet i o dziecko religijnego radykała jestem spokojna. Sądzę, że i ono z tego prawa wyboru skorzysta. Podobnie jak te prześliczne na zdjęciu dziecinne mordki, robiące za pomoc naukową Pana Dawkinsa.;)

Administrator: pisze...

Przepraszam wipko, że Cię zaatakowałem na blogu, "zjadliwością Dawkinsa" który przez podstępny wykład "w celu wzbudzenia przerażenia" zagrał zdradziecko na Twojej wątłej psychice. Przy Dawkinsie istotnie całe lata działania Świętej Inkwizycji wydają się jak ukłucie komara. A a dogmaty wiary Kościoła katolickiego na przykład (kto je potrafi wymienić?) mają się nijak do dogmatu zatytułowanego "ludzki rozum".
Przeczytałem kilka książek Dawkinsa i z nie wszystkim się zgadzam, ale z pewnością uważam go za naukowca. Na pewno większego niż pewien uczony "teolog" dzieci znajomych, który oświadczył młodzieży, że jeśli nie podejdą do matury z religii, to ich tak załatwi z ambony, że pójdą emigrować, bo wstyd będzie na całe miasteczko. Oczywiście młodzież miała wybór. Mogła emigrować, podejść do matury, albo być wytykana paluchami przez miejscowych katolików.

Anonimowy pisze...

Nie zaatakowałeś mnie, Panie Berg. Z radością sobie obejrzałam, z chęcią wymieniam poglądy. No, chyba, że nie należało się odzywać. Ale mogłeś uprzedzić przecież.;)
Zjadliwość Dawkinsa i jego podstępne nieco wyrażanie swych poglądów znam od dość dawna. Nie wzbudzały i nie wzbudzają one mojego przerażenia. Odniosłam raczej wrażenie, że wzbudziły lub ugruntowały Twoje.;)
Jeśli się mylę, napisz że zdanie zaczynające się od słów „Przerażają mnie natomiast... „ napisałeś ot tak sobie, by tylko zdradziecko na mej wątłej psychice zagrać. (od by... wstaw sobie skopki, gdzie Ci wygodnie).;) Ja wtedy skreślę z mojego komentarza owo „by budzić przerażenie”, czy jakoś tak.
Owszem, ksiądz-straszak jest typowym idiotą z biblią w garści. Przy czym istoty problemu nie szukałabym i tym razem w wierze, która mu w dzieciństwie została zaszczepiona, ale w tym, że cholernie tę wiarę wypacza. Ja osobiście nie przeszłabym nad tym faktem do porządku dziennego. I nie ograniczałabym się tylko do tych trzech, zaproponowanych przez Ciebie możliwości. Tak więc upierać się będę, że młodzież i rodzice młodzieży mogli dokonać całkiem innego wyboru. Poruszyłabym niebo i ziemię, by moje młodociane dziecko usłyszało od księdza z ambony słowo „przepraszam” za ten emocjonalny szantaż. I uwierz, że nie wymagałoby to zbyt wiele zachodu. Łatwiej obrazić się na Pana Boga? Nie ma sprawy. Niech każdy robi, co lubi.
A Dawkins będzie wszystkie nieszczęścia sprowadzał do Świętej Inkwizycji, czy Świętej Wojny, Ty do skretyniałego księdza i paluchów miejscowych katolików, a zło czynione z Manifestem Komunistycznym w garści nie istnieje. Lub tak jest marginalne, że w poważnych debatach naukowych nie ma dla nich miejsca.
Wyjeżdżam na tydzień, co chyba skończy tę dyskusję. Ale mam nadzieję zastać tu po powrocie nie tylko Twoją odpowiedź, ale i jakiś nowy, równie frapujący temat.
viP

Kadarka pisze...

Przed paroma tygodniami myślałam o zakupie jednej z książek Dawkinsa (przypadek? Ale ja tam mam, że gdy czegoś nie szukam - znajduję, albo ktoś pisze o tym, co mi po głowie biega). Zachęciłeś mnie i upewniłeć, bo mam sceptyczny stosunek do religii, że warto wgębić się w temat naszych "komórek". Dzięki!

Administrator: pisze...

Polecam "Bóg urojony" Kadarka. Dość racjonalne spojrzenie na istnienie tak zwanego "boga osobowego".