piątek, 6 marca 2009

Delikatnie łaskocząc dziennikarski odbyt

*
"Ach te porywcze, niewyżyte, młode dziennikarki z piórkami łaskoczącymi odbyt.;)"
To okropnie wulgarne (podobno) zdanie, ośmieliłem się wygłosić na forum pewnego portalu obywatelskiego, co spowodowało, że jego naczelny zagroził mi tygodniowym bananem, a dwie znamienite autorki, które, jak się wydawało, dotąd mnie lubiły, rozpoczęły spór, czy w temacie chamstwa przebiłem już wszystko, co się na portalu wydarzyło, czy może był jeszcze ktoś w jego historii, kto zachował się w stosunku do kobiety (dziennikarki?!) bardziej świniowato niż ja. 
Cóż, tak czasem się rzeczy mają, że facet coś tam niechcący przebije.


Kontrowersyjne zdanie dotyczyło pewnej młodej, ambitnej dziennikarki obywatelskiej, która zdenerwowała się, że zaśmiecam wątek nominacyjny do kolejnych piórek. Pióra są dowodem sukcesu dziennikarza i właśnie młodą, ambitną dziennikarkę zgłoszono do kolejnego wyróżnienia. A tu włażę ja i śmiecę swoimi śmiesznymi problemami. (Ponieważ w owym wątku mnie też polecano do pióra, poprosiłem, by tego nie robiono, bo pióra mnie mierzą. Nie napisałem od razu, że nie lubię piór, bo mam wrażliwy odbyt, gdyż byłem wówczas mało pobudzony).
Tak więc włażę ja, jak cham w gnojowicę, w przyjemny wątek i protestuję przeciw kastrującym właściwościom pierza, przez co znaczenie nagrody ulega przykrej dla ambitnej autorki deterioracji. Bo należy wiedzieć, że pióra na hipotetycznym portalu o którym mowa, nie służą do lepszego pisania, lecz do wycinania. Artykułów i komentarzy. Innym słowem - pierze cenzurujące. Ewenement na światową skalę.
Innych autorów ze mną dyskutujących z jakichś powodów autorka nie ostrzegła, a była na tyle opierzona, że miała realną możliwość mnie z forum skasować. Na dodatek już kiedyś mój komentarz wywaliła. Dlatego zareagowałem ostro. No i się stało co się stało. Właściwie nie wiem co się stało, bo ja się przecież nagle nie zmieniłem. Zawsze pisałem mocno. Może zmieniło się coś nagle w tych, którzy mnie zaczęli potępiać, a wcześniej wielokrotnie chwalili.
To być może.

Mówiono mi, że na omawianym portalu odbyło się już kilka wojen związanych z nagminnym usuwaniem komentarzy i cenzurą. Wielu dobrych autorów odeszło, bo nie mogło znieść wyrzynania, ciągłych afer i pouczeń. Mimo to nadal osoby dostatecznie upierzone, mogą moderować artykuły innych autorów. Tak zadecydowali panowie programiści i nadal władzę dziennikarską się rozdziela. I wciąż dochodzi do spięć, dowodem czego są niedawno wprowadzone ograniczenia w regulaminie moderacji. 

W instrukcji dla obywatelskich cenzorów redaktorzy ostrzegają, że NIE WOLNO "moderując" tekst, zwracać autorowi uwagi, że robi literówki, gdy samemu popełnia się błędy tego samego rodzaju. (Czyli opierzony nie powinien pisać na przykład tak: Uwarzaj na literuwki, bo robisz ich za durzo.).

To doprawdy już jakieś kuriozum. Informuję, że aby móc moderować samodzielnie teksty, trzeba mieć na owym portalu cztery pióra i poważną ilość artykułów. Powyższy tekst jest więc skierowany do autorów wyróżnionych czterokrotnie za osiągnięcia na polu obywatelskiego dziennikarstwa. Nie analfabetów.

Wchodzisz między wrony, musisz krakać jak i one. (Podobno przysłowia są głupotą narodów). Napisała mi je pewna starsza (stażem) dziennikarka, odnosząc się do mojego protestu względem pierza. Może i tak trzeba. Ale mnie się wydawało, że dziennikarstwo polega raczej na niezgodzie na to, co według nas głupie lub niesprawiedliwe i pokazywaniu tego światu. Myślałem, że dotyczy to również środowiska dziennikarza, czyli gazety lub portalu w którym publikuje.

Moja ogólna refleksja jest następująca: 
Niektóre portale obywatelskie przypominają mi jako żywo czaty. Tam też jest administracja, która nagradza (kolorkiem) grzecznych czatowników, a karze (banem lub kopem) niegrzecznych. Są operatorzy, którzy realizują swoje ambicje poprzez posiadanie władzy, jest dyrekcja, która władzę rozdziela. Władza też jest kastrująca, bo można delikwenta wywalić za mordę z pokoju i tym samym zabronić mu publikowania swoich głębokich przemyśleń. Z czego korzysta zapamiętale. Są pochlebcy, są koterie i są buntownicy. Są wreszcie banici, którzy wykluczeni ze społeczności uprzykrzają administracji życie. Jak ja teraz.

Taka jest ta nasza mała globalna wiocha. A na wiosce zawsze łatwo zarobić w ryja. 
Za byle co.
...Yar

Na zakończenie stosowny film:

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Bergu,
No jak mogłeś poważne dziennikarstwo społeczne obrazić odmawiając włączenia się z zapałem w zabawę w dziobanego, która, jak powszechnie wiadomo, jest ulubioną rozrywką różnych gołębic?

A propos regulaminów - cytuję Ci perełkę, fragment regulaminu, którego tworzenie pewnemu poważnemu podobno portalowi zajęło, bagatela, tylko cztery lata:
"12.Użytkownik korzystając z Czata oświadcza, iż ewentualne upomnienie, usunięcie z danego pokoju, zakaz wstępu do danego pokoju jest równoznaczne z powiadomieniem go o zamiarze upomnienia, usunięcia z danego pokoju, zakazania wstępu do danego pokoju ze względu na naruszenie postanowień Regulaminu"

Piękne, prawda?:D

Administrator: pisze...

Bo tylko wyjątkowe mózgi tworzą regulaminy.;)

Anonimowy pisze...

A tak nawiasem pisząc - "łaskotanie w odbyt" trochę mi się kojarzy z "wchodzeniem w tyłek bez mydła", a przez to z Kasią K, Robertem K, i oczywiście - z "Pudelkiem".

Jaguś

Ossad pisze...

No cóż, jeśli jeszcze nie czytałeś: http://www.do.org.pl/siedem-grzechow-glownych-dziennikarstwa-obywatelskiego/

Dołączyć do banitów można już bardzo łatwo :)